31 marca 2016

Paleta cieni W7 In the buff: Lightly Toasted.

Lubicie odkrywać tanie perełki wśród kosmetyków? Ja bardzo. Niestety nie zawsze jest to takie proste. Na szczęście od tego jest blogosfera. O paletach W7 krążą skrajne opinie, z jednej strony ma ona fanki, a z drugiej strony dostaje przydomek bubla. Jak to z nią w końcu jest? O tym dziś na moim blogu.


Paleta zawiera 12 cieni o ciepłej tonacji. Cienie zamknięte są w metalowej kasetce z wytłaczanymi napisami. Niestety opakowanie nie jest najwyższych lotów, klekocze i chyba pragnie się rozpaść, co na razie nie nastąpiło, a używam tej palety od grudnia. Do cieni dołączony jest przyrząd, który z jednej strony ma pacynkę, a z drugiej płaski, języczkowy mały pędzelek. Cienie zabezpieczone były folią ochronną, która jest cała w pyłkach cieni, więc pominęłam ją na zdjęciach, folia jak folia ☺



Jak widzicie, zużycie nie jest duże. Nie maluje się nią codziennie, lecz co kilka dni, a czasem tak jak dziś podebrałam tylko 1 cień. Jest to paleta dość wydajna, cienie są mocno sprasowane, niektóre chyba za bardzo. Opakowanie trzymam w szufladzie, a i tak jest trochę porysowane, szczególnie z tyłu. Estetki przepraszam za te widoki ☺ Z jakością jest... różnie. Poniżej zamieściłam zdjęcie z podpisanymi cieniami i każdy z nich krótko opiszę. O pędzelku także znajdzie się kilka słów, a temat pacynki nie zostanie poruszony, gdyż jej nie używam i szczerze mówiąc kompletnie nie rozumiem tego, dlaczego wciąż jest dołączana do palet. Według mnie nie da się nią za wiele zrobić, ew. plamę koloru, którą można lekko rozmazać. Do tego takie aplikatory są dość drapiące. Już wolałabym, żeby ten przyrząd miał taki sam pędzel z 2 stron.


1. Teddy bear - dość jasny cień, wpada w kolor łososiowy. Z pigmentacją jest średnio, na mojej żółtej skórze na powiekach jest ewidentnie różowy, chociaż ma niby ciepłą tonację. Ciężko go określić. Jest perłowy i ma maleńkie migotki. Prezentuje się elegancko i rozświetla oko. Z trwałością jest tak sobie, czasem lubi się wkradać w załamania na powiece, a czasem ładnie leży. Ja lubię go nakładać w wewnętrzny kącik lub na środek powieki.

2. Wonderland - iskrzący, różowoszampański cień. Pigmentacja jest dobra i trzyma się powieki całkiem dobrze. To taki typ koloru cienia, który sprawia, że zmęczenie prawnie znika. Jak? Po prostu ożywia powieki i je "odświeża".

3. Cracker - opisałabym go jako "skórzany". Można go określić jako wielbłądzi, jasny karmel. Pigmentacja jest taka sobie, ale używam go najwięcej ze wszystkich cieni z paletki. Zaznaczam nim załamanie powieki i na 1 rzut oka nikt nie powie, że ją czymś pomalowałam, a jednak jest różnica :) 

4. Happy - naprawdę wesoły cień. W paletce jest jasny, szampański, a na skórze o wiele ciemniejszy! Widzicie to na zdjęciu. Odbija światło dość intensywnie, ale nie ma w sobie brokatu. Cały czas wygląda przez to na dość jasny, a w rzeczywistości jest o ton lub dwa ciemniejszy. Za to ma świetną pigmentację i konsystencję. Mój faworyt. Pięknie podkreśla niebieską tęczówkę, ale myślę, że będzie pasować każdej kobiecie. Jakością i wyglądem przebija swoich sąsiadów w palecie, zdecydowanie!

5. Lady luck - trochę ciemniejszy od Cracker, ale jakościowo są podobne. Ten duet to jedyne matowe cienie w tym zestawieniu. Czasem także zaznaczam nim powiekę. Niezbyt napigmentowany, ale można coś wykrzesać. 

6. Twister - piękne złoto, połyskuje, ale nie ma w sobie brokatu. Nie jest zabójczy, jeśli chodzi o pigmentację, ale mimo to bardzo go lubię. Na skórze wygląda blado, ale w makijażu taki odcień się sprawdza, nawet często po niego sięgam.


7. Di Di - nazwa kojarzy mi się z siostrą Dextera (Kto oglądał tą bajkę w dziecińswie? przyznać się! ☺). Ten kolor to mleczna czekolada z dodatkiem złota. Intensywna pigmentacja (ale wiadomo, że nie taka jak w cieniach z wyższej półki cenowej - mam na myśli nawet te 20zł wyżej) to jego wielka zaleta. Opisałabym go podobnie jak Happy, ale używam go mniej. Na dzień lubię przypruszyć nim brązową kreskę, którą namalowałam kredką. Zawsze to jakieś migotki i rozświetlone spojrzenie. Jeden z lepszych w palecie.

8. Delilah - nazwy cieni nie rzadko są dla mnie zagadką. Nie wiem skąd pewne skojarzenia do kolorów, ale ten cień pasuje mi do tej nazwy, naprawdę! Popielaty, ciemny brąz, o średniawej pimentacji. Nie zaskakuje i nie podoba mi się na mojej powiece. Daje efekt "sadzy" czyli zbyt mała intensywność i właśnie wrażenie zabrudzonej powieki. Czasem używam go jak Di Di czyli na kredkę, ale z tamtym przegrywa. Gdy nabieram go na palec to potrafi się zintensyfikować, natomiast nie da się tego przenieść na powiekę, żeby był ten sam skutek. Być może po prostu mi nie pasuje, a na którejś z Was wyglądały fajnie.

9. Magic - w paletce ceglasty, a na oku wiele jaśniejszy i lekko brązowy, lekko złoty. Średniak. Nie używam go prawie wcale, bo na dzień nie maluję się na takie kolory. Ewentualnie dodaję go na inny cień, żeby zrobić poświatę, solo gościł na powiekach chyba tylko raz. 

10. Its a dream - ani to sen, ani marzenie. Prędzej koszmar. Ani to napigmentowane, ani przyjemne. Ledwo się nabiera, jest strasznie zbity i twardy, a jak już wydłubię go trochę to efekt jest taki jak w Delilah. Brudne oko, a do tego zmęczone. Może siniak? Gdy już po niego sięgnę (sporadycznie) to uzupełniam nim inny kolor.

11. Up in smoke - zakładam, że miał dawać efekt dymu. Daje. W palecie wygląda jak czarny, a efekt na oku? Jakbym przejechała sadzą. Dosłownie! Nie nadaje się jako dodatek do innego cienia, a tym bardziej solo. Jedyne co to do rozcierania czarnej kreski narysowanej kredką. Zawiodłam się na tym kolorze i to bardzo. 

12. Dawn - moje pierwsze pytanie to co ten kolor tu robi? Przy cieniach złocistych, miedzianych, ceglastych nagle pojawia się taki oto gołębi. Trochę stalowy, trochę niebieski, zahacza o srebro. Nijak ma się do reszty. Dziś użyłam go pierwszy raz. Na dolną powiekę, chciałam lekko przydymić linię rzęs. Trzyma się dobrze, pigmentacja jest niezła. Ogólnie jest to dobry cień, całkiem przyzwoity, lecz nie pasujący do reszty. 

Pędzelek dołączony do zestawu jest na czubku cieniutki i sprawdza się przy precyzyjnej aplikacji. Na pewno nie polecam nim aplikować, a tym bardziej rozcierać cienie na całej powiece. Nie ma tragedii ☺
* * * * *
PODSUMOWUJĄC Paleta jak za 20zł jest średniawa. Nie zachwyca, czasem rozczarowuje. Akurat w drogerii nie było żadnej paletki z MUR, a marzyła mi się jakaś Iconic. Z braku laku sięgnęłam po tą. Niedroga, a może akurat? (pomyślałam). Jeśli ma się ochotę na subtelny makijaż, typowo na dzień to przy odrobinie chęci i umiejętności da się coś wyczarować, ale nie ma co liczyć na zbyt wiele. Kilka cieni jest bardziej warta uwagi, reszta to przeciętniaki i małe koszmarki :) Jakbyś się mnie zapytała czy ją kupić, to odpowiedziałabym, że...

"szkoda sobie nią zawracać głowę i lepiej poszukać czegoś innego w podobnej cenie".

Pozdrawiam i ściskam, Diana.

31 komentarzy:

  1. Pomysł firmy fajny lepiej gdyby bardziej postawili na jakość cieni niż opakowanie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się. Opakowanie mogłoby być skromniejsze, a środek lepszy.

      Usuń
  2. Miałam je.. I do tej pory żałuje zakupu :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja trochę też... Mogłam kupić kilka fajnych cieni z Kobo albo poczekać na paletki MUR. Jak to kobieta, chciałam bardzo tanią i fajną paletkę na święta, potem na sylwestra. Jednak uważam tak jak Ty, nie warto to kupować.

      Usuń
  3. Szkoda, że z jakością nie jest najlepiej, bo kolory same w sobie są bardzo ładne...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie z tego też powodu ją kupiłam :)

      Usuń
  4. Ładne kolorki, ale jak słabe jakościowe to kicha
    Dyed Blonde

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No kicha, co z koloru jak na powiece cienko...

      Usuń
  5. Sama cieni nie używam, ale te tutaj mają bardzo śmieszne nazwy :) nie wiem kto to wymysla, ale bardzo udziwnia :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Szkoda, że się nie sprawdziły. Gorąco polecam palety MUR, mnie oczarowały i to za jaką cenę ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Mam W7 IN THE BUFF NATURAL NUDES i mi się paletka ta bardzo podoba, a i cienie w niej są dosć dobrze na pigmentowane.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może siostra jest lepsza :) Ja się zraziłam i następnym razem kupię MUR albo zaszaleję i sprawię sobie Zoeva :D (pewnie na urodziny)

      Usuń
  8. Piękna paletka - dla mnie idealna :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli lubisz delikatne nasycenie pigmentu to będziesz z niej na pewno zadowolona :)

      Usuń
  9. Bardzo mi się podobają te paletki i super, że są w metalowej obudowie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obudowa jest całkiem fajna :) Tylko trochę klekocze...

      Usuń
  10. Widziałam je kiedyś w drogerii, ale ze względu na skrajne opinie nie zdecydowałam się na zakup. Może to i dobrze ;) Iconic 3 za to lubię bardzo.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja też miałam ich dwie paletki i z obiema się nie polubiłam... :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja też miałam ich dwie paletki i z obiema się nie polubiłam... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli wychodzi na to, że wszystkie są mizerne :)

      Usuń
  13. Kolory są bardzo ciekawe, paletka wygląda na przyjemną. Nie próbowałam jeszcze cieni z W7 ale chyba sobie daruje...

    OdpowiedzUsuń
  14. Wygląda nawet zachęcająca ale co z tego skoro jakość kuleje ;) ja polecam paletki z MUA (starcza siostra MUR) miałam dwie i były bardzo fajne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ok, przy następnym zakupie po nie sięgnę :)

      Usuń
  15. Kolejny bardzo fajny post. Świetne zdjęcia :*
    Uwielbiam takie inspirujące i kreatywne posty.
    Takich blogów powinno być zdecydowanie więcej <3
    Czekam na kolejny wpis.

    Zapraszam na konkurs do wygrania Kylie Jenner Lip Kit
    Mój blog - klik ♥

    OdpowiedzUsuń
  16. Ogólnie kolorystyka mi się podoba, ale chyba faktycznie lepiej poszukać czegoś innego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie, szkoda 20zł na coś co za nawet 10zł więcej mogłoby być dużo dużo lepsze :)

      Usuń

Każdy komentarz sprawia mi wielką radość i motywuje do pracy! :)
Proszę o kulturalne wypowiedzi. Spam i obraźliwe treści nie będą publikowane.