Osoby, które lubią tu zaglądać:

13 lat i makijaż na twarzy?!

Ostatnio ten temat obił mi się o uszy i chciałabym napisać Wam moje zdanie, a potem zapytać o Wasze. Nie będę powoływać się na statystyki, tylko opiszę to co widzę w otoczeniu. Zacznę od siebie. Jak zaczęła się moja przygoda z wizażem? Wcześnie. Sięgam pamięcią jak najdalej potrafię i co widzę? 




Przedszkole, mam 5 lat. Nie nazwałabym makijażem ochronnej pomadki do ust o smaku winogronowym. Ach, jak ja ją lubiłam... Potem nadeszła pora na jabłuszkowe i malinowe. Jeśli chodzi o poważniejsze ruchy to tak, mama malowała mi czasem paznokcie. Pamiętam jak w kiosku zobaczyłam przezroczysty lakier z kolorowym brokatem. Moja mama kupiła go i pomalowała mi paznokcie na sylwestra. Potem zmyła. Efekt nie był mocny czy też wulgarny, nie zniszczyło mi to paznokci. Czasem okazyjnie albo i bez okazji na dzień lub dwa mogłam mieć pazurki z brokatem gdzieniegdzie. Nie za często. Lubiłam takie małe odmiany i coś co robią dorosłe kobiety. Wtedy chyba miłość do wizażu we mnie zakiełkowała. 



Podstawówka, większy przedział wiekowy. Tu pamiętam, że nadal używałam samej pomadki. W 4 klasie zaczął mi się trądzik, początkowo 1 krostka, nic wielkiego, potem 2 i tak dalej. Nie było to nasilone. Jakoś w 5 lub 6 klasie mama kupiła mi krem Nivea tonujący, ale okazał się za ciemny a ja wolałam nie mieć makijażu, źle się w nim czułam. Pamiętacie gazetki dla młodzieży? 13-nastka i Bravo Girl? Był jeszcze chyba Twist i Dziewczyna. Często dorzucali jakieś błyszczyki, albo cienie do powiek, które były takiej jakości, że zostawiały tylko cień koloru (może to lepiej). Czasami palcem nabierałam jakiś jasny cień (różowy i błękitny, czasem waniliowy ☺) i paćkałam po powiece, efekt? Prawie niewidoczny dla otoczenia. W 6 klasie mocno przetłuszczała mi się skóra więc nakładałam minimalną ilość pudru.

Gimnazjum. To czas, w którym chciałam podobać się chłopcom. Szukałam akceptacji. Taki wiek. Nie mogłam do końca określić jak chcę wyglądać, ale nie eksperymentowałam. Obserwowałam koleżanki. Do makijażu wszedł korektor. Nakładałam go punktowo na wypryski. Niestety trądzik się mocno pogorszył i nie mogłam na siebie patrzeć. Dermatolog też niewiele pomógł, bo przecież typowe leczenie to dać płyn do przecierania na bazie alkoholu i maksymalnie wysuszać skórę, która z obrony przetłuszczała się jak szalona, a do tego zapychała. Efekt? Gorzej niż przed zaczęciem "leczeniem". Mój stan był opłakany, nie dość, że byłam nieśmiała to teraz było jeszcze gorzej. Pewnego dnia będąc z mamą na zakupach postanowiłam kupić podkład. Pamiętam, że był z Bell i był matująco-kryjący. Czułam się już lepiej i używałam go chyba przez całe gimnazjum. Nie pogarszał mojego wyglądu. W tym okresie zaczęłam też malować rzęsy cienką warstwą tuszu i nakładałam wypłowiały szary cień z gazetki. Nikt nigdy nie powiedział mi, że mam makijaż/tapetę. Wręcz koleżanka pytała czemu się nie maluję. W 3 klasie kupiłam cienie z gazetą typu "Przyjaciółka" i bazę pod cienie oraz mocno kryjący podkład. Okazja? Bal gimnazjalny-moment przełomowy. Miałam granatową sukienkę i więc cienie na oczach też. Naprawdę mi to wyszło! Rozblendowałam wszystko, trochę matu, trochę brokatu. Koleżanki pytały czy byłam u kosmetyczki X, czy Y. Nie wierzyły, że sama tego dokonałam :P W tym czasie oglądałam już YT i jakieś tutoriale więc miałam minimalne pojęcie. Na co dzień nadal malowałam się oszczędnie, w mocnym makijażu czułam się jak moja stara. Koleżanki ze szkoły miały typową czarną kreskę na dolnej powiece - o zgrozo! Niektóre naokoło oczu - o zgrozo x2!. Nigdy nie rozumiałam tego trendu. Młoda, delikatna twarz i dosłownie "napaćkana" kreska.



Liceum. Podkłady były, ale już próbowałam mineralnych (mama chciała, żebym malowała się czymś naturalnym) w pudrze sypkim. Malowałam rzęsy i robiłam delikatną czarną kreskę na górnej powiece. Bardzo subtelną, z czasem delikatnie mocniejszą, ale nie te na pół oka. Zaczęłam malować usta na bardzo delikatne kolory. Paznokcie też stały się barwne (od tej pory kolekcja stale rośnie, jak to powstrzymać?). Jakoś w 2 klasie zaczęłam delikatnie cieniem podkreślać brwi, a w 3 od czasu studniówki używam różu do policzków. 

Studia - obecnie. Full makeup. Tapeta/szpachla? Absolutnie nie. Mogę wymienić czego używam: korektor, podkład, puder, bronzer, róż, rozświetlacz, cień i żel do brwi, czasem do powiek, eyeliner, tusz do rzęs, kreska cielistą kredką na linii wodnej, pomadki/błyszczyki. Mimo to wyglądam naturalnie, makijaż jest prawie niewidoczny jeśli chodzi o twarz, bo kreska nie może być niewidoczna, po coś chyba misternie ją maluję (wiecie jak to jest z kreską) :)

Podsumowując. Najwięcej działo się u mnie w gimnazjum. Makijaż dodał mi pewność siebie. Miło wspominam wszystkie lata i nie miałam jakichś dużych wpadek. 



Co z dziećmi? Pozwalać/krytykować? Odpowiem za siebie. Według mnie, patrząc na swoje życie makijaż nie sprawił, że byłam "młoda-stara", "tapeciarą". Owszem, 13 latka nie powinna być wyzywająca. W pewnej telewizji śniadaniowej pani psycholog stwierdziła, że dziewczynki są wyzywające gdy zakryją trądzik podkładem. Naprawdę? A te z ładną cerą może powinny go sobie może domalować? Żenujące podejście. Są teraz kosmetyki, które nie niszczą cery. Rodzic jest od tego by poprowadzić, a nie tylko zakazywać. Mi rodzice nie zakazywali makijażu, wiedziałam jak go używać stosownie do wieku i rozsądnie. Przy zakazie dziewczyny malują się w szkolnej toalecie, a po lekcjach idą go zmyć "bo mama mnie zabije". Nie uważacie, że to głupie? Owszem nie zawsze rodzic ma wpływ gdy nastolatka ucieka w złe towarzystwo, ale myślę, że gdy matka i córka są w dobrej relacji to tego nie ma. Myślę, że mój makijaż był odpowiedni i stosowny do potrzeb. 


Kolorowe paznokcie? Nie uważam, że jako przedszkolak mając rzadko paznokcie w brokacie popełniłam zbrodnię.  Dziewczynki bawią się w dorosłe, to normalne i zdrowie. Pożyczają buty na obcasie swojej mamy i chodzą w nich po domu. Zakładają sukienkę mamy. Jednak na ciągle pomalowane paznokcie w przedszkolu to stanowczo za wcześnie. Czasy się zmieniły i w podstawówce w klasach 4-6 paznokcie w kolorze nie są dla mnie czymś strasznym, raczej normalnym. Oprócz długich i mega zdobnych. Gimnazjum to też nie czas na paznokcie o wybitnej długości. To po prostu nie pasuje i wygląda komicznie

Moje obserwacje. Uważam, że wcale nie jest tak, że nastolatki mają bzika na punkcie makijażu. Widzę naprawdę dużo naturalnych dziewczynek. Niestety zdarzają się takie z bronzerami, różem i kreską. Twarz dziecka, a makijaż kobiety. Jak dla mnie jest to słabe. O ile lekka poprawa wyglądu ma sens, to mocne postarzanie się już nie. Mam na myśli głównie przedział wiekowy do końca gimnazjum. Dostęp do kosmetyków jest obecnie ogromny, a także wiedza o ich użytkowaniu. Na YouTubie są całe stada młodych dziewczyn interesujących się wizażem. Pomijam filmiki 11 latki pt. "Co jest w mojej kosmetyczce". Mam na myśli młodziutkie obserwatorki, które chłoną wiedzę jak gąbka by za parę lat jej użyć. To jest w porządku, sama taka byłam

• • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • •
Koniecznie dajcie mi znać jakie macie swoje przemyślenia na ten temat. Jak to u Was było? Jestem ogromnie ciekawa, mam nadzieję, że wątek jaki poruszyłam przypadł Wam do gustu. 

Diana.

Komentarze

  1. W tych czasach dużo jest 13,16 latek,które wyglądają na ponad 20 lat tak mocno się malują.Ubiory,dodatki masakra.Dookoła modnisie takie poważne,że aż strach się spojrzeć czasami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak. Dla mnie to żenujące jak 14 latka robi z siebie wielce dorosłą. Taka paniusio-modnisia :D W sumie to jest śmieszne, bo często jak się spojrzy na taką w galerii handlowej to automatycznie zaciska usta w dziubek i robi poważne miny :) Owszem to już nie dziecko, ale też nie pani.

      Usuń
    2. Ha!Dokładnie zapomniałam powiedzieć o dziubku :)I o nosie,który jest wyżej niż czoło.Takie to puste.No cóż,póki rodzice mają pieniądze na zachcianki dzieci to będą i wyniosłe dziubki.

      Usuń
  2. makijażu nie ma co demonizować. a 13 latka to już duża dziewczyna. zamiast zabraniać i pilnować, lepiej z córką wybrać się na zakupy i zaopatrzyć w dobrej jakości kosmetyki, które nie spowodują alergii bądź podrażnień. podzielić się swoimi trickami makijażowymi. nauczyć, jak prawidłowo zmywać makijaż i dlaczego to ważne.

    a odnośnie młodszych dziewczynek to zabawa w makijaż niczym się nie różni od zabawy w dom, sklep czy policjantów i złodziei. dzieci naśladują dorosłych. to normalny etap rozwoju. ja na pewno swojej córce pozwolę się bawić zarówno garnkami, jak i butami czy kosmetykami. mnie to wiele nie kosztuje, a dla niej to będzie mega frajda. pamiętam po sobie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się! Ja zaczęłam malować się pod koniec gimnazjum: tusz za parę złoty, za jasny, ciężki podkład kładziony na moją bezproblemową cerę (do dzisiaj nie mogę sobie tego przebaczyć), niewyregulowane brwi, czarna kredka na linii wodnej. MASAKRA!

      Usuń
    2. Oczywiście :) O tym właśnie pisałam. Zamiast zakazywać warto doradzić, pomóc. Efekt będzie lepszy. O zabawie również wspominałam, tak samo jak podkrada się mamie buty, tak samo kosmetyki :) Pamiętam jak kiedyś wymalowałam się czerwoną szminką na około :D Ja również jeśli będę miała córkę będę bawić się z nią kosmetykami jeśli ją to zainteresuje.

      Usuń
  3. Osobiście jestem sceptycznie nastawiona do zbyt wczesnego malowania się. Kwestie ochronne tj. pomadka do ust czy krem z SPF itd. popieram w 100%, jednak podkłady, tusze, kredki czy pomalowane paznokcie jakoś do mnie nie przemawiają u nastek i młodszych dzieci. Skóra tych dziewczyn jeszcze przez wiele lat nacieszy sie kosmetykami, a nie oszukujmy się, makijaż postarza skórę. Ja dość późno zaczęłam się malować i wcale tego nie żałuję. Moje koleżanki były wyzywane od tapeciar i gorszych epitetów za wymalowane twarze, a mi się nigdy to nie przydarzyło. Teraz jestem świadomą posiadaczką wielu produktów do makijażu i nie robię sobie nimi krzywdy. Dziewczyny w wieku nastek, często przesadzają, chcąc być na siłę dorosłymi co w efekcie wychodzi komicznie, wolałam tego uniknąć heh.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, często przesadzają. Mają 2 krostki a używają podkładu kompletnie kryjącego a na to tona pudru. To widać. Ja się malowałam, ale nikt nigdy nie zwrócił mi uwagi, sama wiem, że podkład na mojej buzi był dla otoczenia niezauważalny, gdyby ktoś się przyglądał w jego poszukiwaniu to by go zobaczył. U mnie nie nastąpiło pogorszenie od czasu makijażu twarzy :)

      Usuń
    2. Super, że nic się nie zmieniło. Znam jednak dziewczyny, które zaczęły od 13 roku życia się malować i dziś w wieku 30 lat wyglądają na 40 :(

      Usuń
    3. O kurczę :( Może używały wysuszających kosmetyków albo nie dbały o cerę + palą papierosy + geny?

      Usuń
  4. Pamiętam mój "makijaż" w wieku 14 lat... Do dziś nie rozumiem jak mogłam się tak malować :D Niedobrany podkład, posklejane rzęsy, czarna kredka... Moja mama niestety jest osobą, która praktycznie się nie maluje i nie ma najmniejszego pojęcia o makijażu, kosmetykach, odpowiedniej pielęgnacji itd... dlatego totalnie nie mogłam na nią liczyć w tych kwestiach, do wszystkiego musiałam dojść sama. Uważam, że matki powinny zainteresować się makijażem swoich córek, wesprzeć, doradzić i mieć na to oko żeby uniknąć takich koszmarków na młodych twarzach jak to było np u mnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się w 100% U mnie mama maluje się, ale nie ma jakiejś szczególnej wiedzy na ten temat. Wychodzi jej to całkiem ok. Też sama doszłam do tego gdzie jestem w kwestii zaznajomienia z wizażem. Gdyby nie internet to byłoby pewnie inaczej. Pozdrawiam :)

      Usuń
  5. Ja zaczęłam się malować na studiach :D tylko w liceum, chyba w 3 klasie, zaczęłam używać korektora pod oczy ;) Jeśli chodzi o paznokcie to w liceum malowałam na różne kolorki a tak wcześniej tylko ewentualna odżywka ;)
    Mnie przerażają małe dziewuszki na yt które pokazują swój makijaż do szkoły... cera piękna, bez skazy, a ją zakrywają :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie! A ja np. muszę tyle robić, żeby umalować na efekt taki jaki one mają bez makijażu. Szkoda zakrywać ładną cerę, póki się taką ma nie trzeba jej malować. Pozdrawiam :)

      Usuń
  6. Ja może nie o makijażu, ale ogólnie - teraz dzieciaki w wieku pięciu lat obsługują komputery, tablety, smartfony, a my? Niby nie jesteśmy z epoki dinozaurów, a jednak w wieku pięciu lat bliżej nam było do jedzenia piasku, niż do tego typu umiejętności. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda. Jednak gdybyśmy urodziły się 5 lat temu to prawdopodobnie byłoby tak samo jak z obecnymi dziećmi. Ja się cieszę, że interesowały mnie drzewa koło piaskownicy, każdy inny liść to inny nominał pieniądza :) Uważam, że nasze dzieciństwo było bardziej kreatywne, wolne, a nie uzależnione i omamione technologią, której niestety nie da się zbytnio uniknąć.

      Usuń
  7. Makijaż w podstawówce to według mnie kompletnie nie potrzebne (dotyczy to również paznokci). Myślę, że gimnazjum do odpowiedni czas, żeby zacząć powoli swoją przygodę z makijażem - jednak tapety nie popieram. W gimnazjum malowałam się tylko podkładem i chyba delikatnie rzęsy z tego co pamiętam..gdy któraś z nauczycielek zobaczyła makijaż kazała go zmyć. Było to u nas zakazane. I niestety, ale byłam jedną z tych dziewczyn z kreską pod okiem...dziś właściwie jej nie stosuję. Nie rozumiem, co w tym widziałam fajnego :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Też wydaje mi się, że malowanie się w gimnazjum jest niepotrzebne. Sama zaczęłam malować się pod koniec pierwszej klasy technikum...

    OdpowiedzUsuń
  9. Teraz coraz to młodsze dziewczyny się malują. :O

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Każdy komentarz sprawia mi wielką radość i motywuje do pracy! :)
Proszę o kulturalne wypowiedzi. Spam i obraźliwe treści nie będą publikowane.

Popularne posty z tego bloga

Pomadka utleniająca Celia.